Wywiad z Magdaleną i Markiem Pilch
Utworzone czwartek, 30 czerwca 2011 12:14
Miłość do muzyki, a konkretnie do muzyki dawnej zawiodła ten duet na jeden z koncertów IV Wieczorów Muzycznych w Leśnicy. Utwory wykonali wykorzystując organy oraz flet traverso. Oboje bardzo utalentowani i zapracowani, znaleźli jednak chwilę na rozmowę.
Jak się Państwu dzisiaj grało?
Marek/Magdalena: Bardzo przyjemnie.
Jak Pan ocenia organy znajdujące się w kościele św. Jana Nepomucena w Brennej Leśnicy?
Marek: Instrument jest dobry. To jest instrument dość specyficzny, nie jest standardowy. W związku z tym trzeba się nastawić, pod względem programu, żeby mieć taki program, który pasuje do tego instrumentu.
Gdzie najczęściej koncertujecie?
Marek: W różnych miejscach. I w kościołach, i na festiwalach, w różnych formacjach kameralnych, w orkiestrach barokowych, też solowo np. solowe koncerty organowe. Gramy w Polsce i Niemczech. Gramy też ze swoim zespołem, w naszej formacji, nie zapraszani do innego projektu.
Magdalena: Gramy też różnego rodzaju repertuar. Ostatnio nagraliśmy płytę z muzyką wczesno romantyczną na flecie romantycznym i na fortepianie z I poł XIX wieku. Rozpiętość muzyki, którą wykonujemy jest dosyć duża, bo od renesansu do wczesnego romantyzmu.
Skąd fascynacja akurat tą muzyką?
Magdalena: U mnie pojawiło się to w czasach studiów.
Marek: Od lat. Właściwie z muzyką nie jest tak, ze się coś nagle –cyk – spodoba. Owszem, może tak być, a potem trzeba nad tym pracować, ale jeśli chodzi o muzykę dawną… to w moim przypadku dość wcześnie mi się spodobała po prostu , zacząłem jej słuchać, ją grać itd. Później uczyłem się się coraz to nowszych kompozycji, techniki gry, instrumentów, różnych form itd.
Od zawsze chcieliście grać na tych instrumentach, na których teraz wykonujecie muzykę?
Marek: To się trochę rozszerzało. W moim przypadku to była taka ewolucja: zacząłem od pianina, potem się pojawiły skrzypce, potem organy, w którymś momencie trzeba było wybrać i wybrałem organy. Potem rozszerzyłem o klawesyn i ostatnio o fortepian trochę. Także to jest jakiś proces.
Magdalena: U mnie wszystko zaczęło się od plastikowego fletu prostego w szkole podstawowej, dawno temu. Potem był współczesny flet poprzeczny, a potem właśnie w czasie studiów nagła fascynacja fletem barokowym, a potem jeszcze poszerzyłam to o flety renesansowe, klasyczne i romantyczne. Także, właściwie w tej chwili nie gram w ogóle na flecie współczesnym, poprzecznym tylko na fletach historycznych. Bardziej mi to odpowiada pod względem estetyki i brzmienia.
Co zaliczylibyście do waszych największych sukcesów?
Marek: Cenimy sobie występy przed dobrą publicznością, na dobrych instrumentach czy występy na prestiżowych festiwalach. W zasadzie cała muzyka klasyczna jest teraz niszą dla muzyki pop i muzyki rozrywkowej, więc w zasadzie nie wiem czy możemy jakieś wydarzenia nazwać sukcesem. Sukcesem można w sumie nazwać to, jak ktoś wygra jakiś konkurs prestiżowy, ale w dziedzinie muzyki dawnej właściwie nie ma też takich konkursów. Albo jak ktoś podpisze kontrakt ze znaną wytwórnią płytową. Nie wiem co można nazwać sukcesem, może też coś co przekłada się na finanse. Na pewno wiele dobrych koncertów nas cieszy, oczywiście to że dobrze płatnych, to też nas cieszy. Jednak nie wiem czy coś można jednoznacznie nazwać sukcesem w takim rozumieniu w jakim się to rozumie.
Jakie są wasze plany na przyszłość?
Marek: Koncerty mamy cały czas. Oczywiście mamy swoje plany typu: zrobić jakiś program czy zagrać z kimś, w jakimś konkretnym składzie, przygotować konkretny repertuar. Na pewno popracować nad kwestią samoreklamy, żeby grać na jeszcze większej ilości festiwali. Może też jakieś nagrania, jedno już zrealizowaliśmy, ale mamy jeszcze inne w planie. Każdy też ma pracę taką na uczelni, na akademii muzycznej, czyli też taka działka pedagogiczna.
Gdzie dokładnie pracujecie?
Magdalena: Ja pracuję na Akademi Muzycznej w Łodzi.
Marek: Ja w Katowicach. W ramach uczelni też coś się tam dzieje. Trochę pracy naukowej, sesje naukowe, publikacje, badanie jakiegoś zagadnienia wykonawczego albo historycznego.
Co wykładacie?
Marek: Ja pracuję w klasie klawesynu, czyli właściwie tak szerzej to instrumentalistyka, tylko w swojej specjalności.
Magdalena: A ja poprzeczne flety historyczne, czyli flet traverso w skrócie.
Moglibyście jeszcze coś powiedzieć na temat waszej płyty?
Magdalena: Tytuł to Flauto brillante. Płyta wzięła się z mojej fascynacji fletami romantycznymi, to jest taki temat trochę nierozpoznany i mało znany zwłaszcza w Polsce. O ile flety barokowe już się od dawna zadomowiły w wykonawstwie współczesnym, o tyle właśnie flety romantyczne, ale jeszcze poprzedzające flet współczesny, są w Polsce jeszcze bardzo mało znane. Byłam ciekawa czy taki karkołomny, trudny i wirtuozerski repertuar rzeczywiście da się na taki starym flecie z klapkami nagrać. Zamówiłam taki flet w Insbruku u niemieckiego budowniczego Rudolfa Tutza. Po kilku latach oczekiwań na ten instrument, dostałam go. No i udało się nam nagrać płytę z utworami Johanna Nepomuka Hummela, Antona Reicha, Friedricha Kuhlaua i Carla Marii von Webera, czyli takim repertuarem z pierwszego 30’lecia XIX wieku. Przygotowuję się obecnie do przewodu habilitacyjnego. Ta płyta będzie stanowiła całość z pracą – książką, również na temat fletów romantycznych. A fortepian z którym nagrywaliśmy, fortepian stołowy, i tutaj jest taka ciekawostka, został kupiony przez Marka tutaj niedaleko w komisie meblowym w Bielsku-Białej. Jest to oryginalny szwedzki fortepian z I połowy XIX wieku. Wymagał trochę restauracji, ale w sumie był w całkiem niezłym stanie i udało się go użyć do nagrania.
Dziękuję bardzo za wywiad.
Magdalena/ Marek: Również dziękujemy.
Jak się Państwu dzisiaj grało?
Marek/Magdalena: Bardzo przyjemnie.
Jak Pan ocenia organy znajdujące się w kościele św. Jana Nepomucena w Brennej Leśnicy?
Marek: Instrument jest dobry. To jest instrument dość specyficzny, nie jest standardowy. W związku z tym trzeba się nastawić, pod względem programu, żeby mieć taki program, który pasuje do tego instrumentu.
Gdzie najczęściej koncertujecie?
Marek: W różnych miejscach. I w kościołach, i na festiwalach, w różnych formacjach kameralnych, w orkiestrach barokowych, też solowo np. solowe koncerty organowe. Gramy w Polsce i Niemczech. Gramy też ze swoim zespołem, w naszej formacji, nie zapraszani do innego projektu.
Magdalena: Gramy też różnego rodzaju repertuar. Ostatnio nagraliśmy płytę z muzyką wczesno romantyczną na flecie romantycznym i na fortepianie z I poł XIX wieku. Rozpiętość muzyki, którą wykonujemy jest dosyć duża, bo od renesansu do wczesnego romantyzmu.
Skąd fascynacja akurat tą muzyką?
Magdalena: U mnie pojawiło się to w czasach studiów.
Marek: Od lat. Właściwie z muzyką nie jest tak, ze się coś nagle –cyk – spodoba. Owszem, może tak być, a potem trzeba nad tym pracować, ale jeśli chodzi o muzykę dawną… to w moim przypadku dość wcześnie mi się spodobała po prostu , zacząłem jej słuchać, ją grać itd. Później uczyłem się się coraz to nowszych kompozycji, techniki gry, instrumentów, różnych form itd.
Od zawsze chcieliście grać na tych instrumentach, na których teraz wykonujecie muzykę?
Marek: To się trochę rozszerzało. W moim przypadku to była taka ewolucja: zacząłem od pianina, potem się pojawiły skrzypce, potem organy, w którymś momencie trzeba było wybrać i wybrałem organy. Potem rozszerzyłem o klawesyn i ostatnio o fortepian trochę. Także to jest jakiś proces.
Magdalena: U mnie wszystko zaczęło się od plastikowego fletu prostego w szkole podstawowej, dawno temu. Potem był współczesny flet poprzeczny, a potem właśnie w czasie studiów nagła fascynacja fletem barokowym, a potem jeszcze poszerzyłam to o flety renesansowe, klasyczne i romantyczne. Także, właściwie w tej chwili nie gram w ogóle na flecie współczesnym, poprzecznym tylko na fletach historycznych. Bardziej mi to odpowiada pod względem estetyki i brzmienia.
Co zaliczylibyście do waszych największych sukcesów?
Marek: Cenimy sobie występy przed dobrą publicznością, na dobrych instrumentach czy występy na prestiżowych festiwalach. W zasadzie cała muzyka klasyczna jest teraz niszą dla muzyki pop i muzyki rozrywkowej, więc w zasadzie nie wiem czy możemy jakieś wydarzenia nazwać sukcesem. Sukcesem można w sumie nazwać to, jak ktoś wygra jakiś konkurs prestiżowy, ale w dziedzinie muzyki dawnej właściwie nie ma też takich konkursów. Albo jak ktoś podpisze kontrakt ze znaną wytwórnią płytową. Nie wiem co można nazwać sukcesem, może też coś co przekłada się na finanse. Na pewno wiele dobrych koncertów nas cieszy, oczywiście to że dobrze płatnych, to też nas cieszy. Jednak nie wiem czy coś można jednoznacznie nazwać sukcesem w takim rozumieniu w jakim się to rozumie.
Jakie są wasze plany na przyszłość?
Marek: Koncerty mamy cały czas. Oczywiście mamy swoje plany typu: zrobić jakiś program czy zagrać z kimś, w jakimś konkretnym składzie, przygotować konkretny repertuar. Na pewno popracować nad kwestią samoreklamy, żeby grać na jeszcze większej ilości festiwali. Może też jakieś nagrania, jedno już zrealizowaliśmy, ale mamy jeszcze inne w planie. Każdy też ma pracę taką na uczelni, na akademii muzycznej, czyli też taka działka pedagogiczna.
Gdzie dokładnie pracujecie?
Magdalena: Ja pracuję na Akademi Muzycznej w Łodzi.
Marek: Ja w Katowicach. W ramach uczelni też coś się tam dzieje. Trochę pracy naukowej, sesje naukowe, publikacje, badanie jakiegoś zagadnienia wykonawczego albo historycznego.
Co wykładacie?
Marek: Ja pracuję w klasie klawesynu, czyli właściwie tak szerzej to instrumentalistyka, tylko w swojej specjalności.
Magdalena: A ja poprzeczne flety historyczne, czyli flet traverso w skrócie.
Moglibyście jeszcze coś powiedzieć na temat waszej płyty?
Magdalena: Tytuł to Flauto brillante. Płyta wzięła się z mojej fascynacji fletami romantycznymi, to jest taki temat trochę nierozpoznany i mało znany zwłaszcza w Polsce. O ile flety barokowe już się od dawna zadomowiły w wykonawstwie współczesnym, o tyle właśnie flety romantyczne, ale jeszcze poprzedzające flet współczesny, są w Polsce jeszcze bardzo mało znane. Byłam ciekawa czy taki karkołomny, trudny i wirtuozerski repertuar rzeczywiście da się na taki starym flecie z klapkami nagrać. Zamówiłam taki flet w Insbruku u niemieckiego budowniczego Rudolfa Tutza. Po kilku latach oczekiwań na ten instrument, dostałam go. No i udało się nam nagrać płytę z utworami Johanna Nepomuka Hummela, Antona Reicha, Friedricha Kuhlaua i Carla Marii von Webera, czyli takim repertuarem z pierwszego 30’lecia XIX wieku. Przygotowuję się obecnie do przewodu habilitacyjnego. Ta płyta będzie stanowiła całość z pracą – książką, również na temat fletów romantycznych. A fortepian z którym nagrywaliśmy, fortepian stołowy, i tutaj jest taka ciekawostka, został kupiony przez Marka tutaj niedaleko w komisie meblowym w Bielsku-Białej. Jest to oryginalny szwedzki fortepian z I połowy XIX wieku. Wymagał trochę restauracji, ale w sumie był w całkiem niezłym stanie i udało się go użyć do nagrania.
Dziękuję bardzo za wywiad.
Magdalena/ Marek: Również dziękujemy.
Sylwia Chrapek
Poprawiony: czwartek, 30 czerwca 2011 12:31
Dodaj komentarz